jump to navigation

Grywalizacja kursu akademickiego – czy to się podoba? 02/11/2014

Posted by Mikołaj Morzy in sieci społeczne.
add a comment

W semestrze zimowym 2013/14 prowadziłem razem z dr Agnieszką Ławrynowicz kolejną edycję przedmiotu „Technologie semantyczne i sieci społecznościowe”. Przedmiot składa się z cyklu laboratoriów i wykładów, a jego głównym celem jest, z jednej strony, przybliżenie studentkom i studentom podstawy stosu technologii semantycznych, a z drugiej strony, zaprezentowanie nauki związanej z sieciami, modelami powstawania sieci, dysseminacją informacji w sieciach, mikro- i makro-ewolucją struktur sieciowych, itp. W zeszłym roku poczyniliśmy pierwsze, nieśmiałe próby wprowadzenia elementów grywalizacji, ale dopiero od tego semestru wzięliśmy się za to na poważnie.

Grywalizacja tego kursu wykorzystywała kilka kluczowych elementów.

  1. punkty: zamiast zaliczać przedmiot (zarówno wykład jak i laboratorium) przez jednorazową próbę (np. egzamin, kolokwium, pojedynczy projekt), konsekwentnie stosowaliśmy podejście punktowe, dzięki czemu przez cały czas trwania przedmiotu studentki i studenci mieli kontrolę nad oceną końcową, jaką mieli otrzymać. Punkty zostały tak obliczone, aby otrzymanie oceny dostatecznej wiązało się z absolutnie najmniejszą ilością wymaganej pracy, ocena dobra była możliwa do uzyskania w wyniku stosunkowo niewielkiego własnego zaangażowania, natomiast otrzymanie oceny bardzo dobrej wymagało dużej systematyczności oraz sporego nakładu własnego czasu (osobiście wystawianie ocen na studiach uważam za absurd ciężkiego kalibru)
  2. praca a nie wynik: jak pokazuje Richard Wiseman w fantastycznej książce „59 seconds” najlepsze efekty dydaktyczne ma chwalenie za włożoną pracę, a nie osiągnięty wynik. Poszczególne zadania w trakcie semestru były tak zaprojektowane, żeby wymagały dość dużo indywidualnej pracy, natomiast nie podlegały one ocenie negatywnej – w komentarzach do autorek i autorów rozwiązań czasami zamieszczałem uwagi dotyczące przesłanego rozwiązania, ale nagradzałem pracę kompletem punktów
  3. fun: w trakcie semestru zaproponowaliśmy studentkom i studentom trzy gry, które delikatnie nawiązywały do tematów poruszanych w trakcie wykładu, ale miały na celu raczej swobodną zabawę a nie ścisłe cele dydaktyczne. Gry były proste (jak się okazało, za proste) i były na poboczu głównego nurtu wykładu

Jeśli chodzi o sposoby zdobywania punktów, to było to uzależnione od formy zajęć. Przykładowo, aby zdobywać punkty potrzebne do zaliczenia wykładu można było:

  • otrzymać punkty za obecność na wykładzie (obecność nie jest wymagana, ale jest nagradzana),
  • otrzymać punkty za odpowiedzi w quizie który się pojawiał po każdym wykładzie,
  • otrzymać punkty za notki blogowe umieszczane na blogu przedmotu,
  • otrzymać punkty za pozycję zajętą w jednej z gier.

Analogicznie, aby zaliczyć laboratorium można było:

  • otrzymać punkty za obecność na laboratorium,
  • otrzymać punkty za realizację jednego z czterech zadań domowych publikowanych w trakcie semestru,
  • otrzymać punkty za pozycję w rankingu projektów zaliczeniowych (opcjonalne, większe zadania programistyczne prezentowane w trakcie ostatniego wykładu przed całym rokiem).

Na ostatnim wykładzie studentki i studenci pokazywali swoje projekty, była ciekawa dyskusja o wykorzystywanych narzędziach i podejściach, było też głosowanie na najfajniejsze projekty i rozdanie nagród dla zwycięzców.

Szczegóły punktacji, opisy gier oraz sposób publikacji aktualnego rankingu punktowego (dla laboratoriów i wykładów) można sobie obejrzeć na stronie przedmiotu: semantic.cs.put.poznan.pl

Na ostatnim wykładzie rozdaliśmy też ankietę, na którą odpowiedziało 29 osób. 93% osób zadeklarowało, że przedmiot spełnił ich oczekiwania. Zapytaliśmy konkretnie o:

  • ocenę sposobu zaliczenia wykładu i laboratorium (skala 1-5)
  • ocenę jakości materiałów dydaktycznych do zajęć (skala 1-5)
  • ocenę pomysłu z grywalizacją przedmiotu (skala 1-5)
  • ogólną ocenę przedmiotu (skala 1-10)

Poniżej prezentuję zbiorcze wyniki:

1
2
3
4
5
6

Z prawdziwą przyjemnością zauważamy, że przedmiot się generalnie podoba, a sposób zaliczenia wykładu i laboratorium jest oceniany dobrze/bardzo dobrze. Zapytaliśmy też studentki i studentów o sugerowane zmiany jeśli chodzi o przedmiot. Oto, czego ich zdaniem w trakcie przedmiotu było za dużo:

  • ontologii
  • grafów
  • tych samych funkcji pokazywanych w różnych narzędziach
  • wzorów
  • różnych modeli sieci
  • różnych tematów (w opinii niektórych to jest materiał na dwa wykłady)

O czym mówiliśmy w trakcie wykładów i laboratoriów za mało? Oto lista tych elementów, których Waszym zdaniem zabrakło lub było ich niewystarczająco:

  • języki zapytań do grafowych baz danych
  • systemy rekomendacyjne (kilka wskazań)
  • Neo4J (kilka wskazań)
  • konkretne API sieci społecznościowych (Facebook, Twitter, Knowledge Graph)
  • projekty łączące wiedzę zdobywaną na różnych laboratoriach (kilka wskazań)
  • integracja z istniejącymi systemami
  • użycie narzędzi i teorii do realizacji konkretnych zadań (czy nie taki był cel realizacji projektów grupowych?)
  • modele predykcji w sieciach społecznościowych

Zapytaliśmy też studentki i studentów o ich sugestie, których celem ma być polepszenie wykładu dla przyszłych pokoleń. Oto Wasze propozycje:

  • lepsze i trudniejsze (sic!) gry, ta sugestia pojawiła się kilkukrotnie
  • wprowadzenie obowiązkowych projektów, które miałyby ze sobą walczyć (np. o popularność)
  • więcej zadań laboratoryjnych do wyboru
  • zadanie dotyczące predykcji w sieciach społecznościowych, wykorzystujące serwis Kaggle
  • mniej „pływania” z punktami, punkty powinny być przewidywalne od początku do samego końca (tu akurat zgadzam się w 100% i posypuję głowę popiołem)

Tak jak deklarowałem na ostatnim wykładzie, prowadzenie tego przedmiotu daje mi dużo radości i satysfakcji, bardzo poważnie traktuję głosy studentek i studentów, dziękuję za szczere ankiety i na pewno postaramy się uwzględnić większość uwag krytycznych przygotowując przyszłoroczną edycję przedmiotu.

Eksploracja danych i muzyka (part 5) 07/17/2013

Posted by Mikołaj Morzy in eksploracja danych, muzyka.
3 komentarze

Vienna TagCzy słyszeliście kiedyś o firmie Acxiom? Zatrudnia ponad 6000 osób i w 2012 roku osiągnęła dochód ponad $1.15 miliarda. I jest nazywana „jedną z największych firm o których nigdy nie słyszeliście”. Ta korporacja zajmuje się analizowaniem monstrualnych wolumenów danych i dostarczaniu raportów na potrzeby marketingu. Ich bazy danych zawierają nieskończone ilości danych demograficznych wykorzystywanych do personalizacji reklam, przeprowadzania wąsko celowanych akcji reklamowych czy do marketingu wielokanałowego. Acxiom sprzedaje swoje usługi przede wszystkim firmom zajmującym się handlem detalicznym, ale także firmom z branży telekomunikacyjnej, finansowej, rozrywkowej, mediom, firmom farmaceutycznym, producentom samochodów a nawet instytucjom rządowym. Ta jedna firma zgarnia 12% całego amerykańskiego rynku marketingu bezpośredniego.

Zgaduję, że nigdy też nie słyszeliście o Cynthii Yih Shih, działającej pod pseudonimem Vienna Teng. To amerykańska piosenkarka piosenkarka i pianistka tajskiego pochodzenia. Dla nas ważne jest to, że Cynthia ukończyła informatykę na Stanfordzie i przez jakiś czas pracowała jako programistka dla Cisco. Ostatnio analizowała bardzo dużą bazę danych profili klientów, wykorzystując do tego wnioski płynące ze słynnej już analizy danych przeprowadzonej przez Nate’a Silvera w trakcie kampanii prezydenckiej Baracka Obamy (jeśli ktoś nie wie o co chodzi, powinien szybko się zapoznać z blogiem Nate’a Five Thirty-Eight). Efektem jej prac jest „The Hymn of Acxiom”, niemal gregoriański chorał o utracie prywatności i stopniu ingerencji agencji analitycznych w nasze prywatne życia.

Vienna Teng, „The Hymn of Acxiom”

somebody hears you. you know that. you know that.
somebody hears you. you know that inside.
someone is learning the colors of all your moods, to
(say just the right thing and) show that you’re understood.
here you’re known.

leave your life open. you don’t have. you don’t have.
leave your life open. you don’t have to hide.
someone is gathering every crumb you drop, these
(mindless decisions and) moments you long forgot.
keep them all.

let our formulas find your soul.
we’ll divine your artesian source (in your mind),
marshal feed and force (our machines will)
to design you a perfect love—
or (better still) a perfect lust.
o how glorious, glorious: a brand new need is born.

now we possess you. you’ll own that. you’ll own that.
now we possess you. you’ll own that in time.
now we will build you an endlessly upward world,
(reach in your pocket) embrace you for all you’re worth.

is that wrong?
isn’t this what you want?
amen.

Kolejna porcja humoru hermetycznego 06/25/2013

Posted by Mikołaj Morzy in humor.
3 komentarze

Te cuda pozbierałem z doskonałego wątku na Reddicie, można tam znaleźć ich znacznie więcej.

  • Entropia nie jest już tym, czym zwykła była być.
  • Żona mówi do programisty: „Idź do sklepu i kup chleb. Jeśli będą jajka, kup 12”. Programista wraca do domu z 12 chlebami.
  • Na świecie istnieją dwa typy ludzi. Ci, którzy potrafią ekstrapolować z niekompletnych danych.
  • Najlepszy anagram dla słów „Banach-Tarski”? „Banach-Tarski Banach-Tarski”
  • Trzej logicy wchodzą do baru. Barman pyta: „Czy wszyscy chcecie piwo?” Pierwszy logik odpowiada „Nie wiem…”, drugi mówi „Nie wiem…” na co trzeci wykrzykuje „Tak!”
  • Heisenberg, Goedel i Chomsky wchodzą do baru. Heisenberg odwraca się do pozostałych i mówi: „To z pewnością jest dowcip, ale jak możemy określić, czy jest śmieszny, czy nie?” Goedel odpowiada: „Nie możemy, ponieważ sami znajdujemy się wewnątrz dowcipu”. Na co Chomsky mówi: „Oczywiście że jest śmieszny. Po prostu źle go opowiadasz!”
  • Co oznacza „B.” w Benoit B. Mandelbrot? Benoit B. Mandelbrot.
  • Co dostaniesz ze skrzyżowania żartu i pytania retorycznego?
  • Jean Paul Sartre siedzi w kawiarni i pisze „Byt i nicość”. W pewnym momencie prosi kelnerkę: „Poproszę o kawę, ale bez śmietanki”. Na co kelnerka odpowiada: „Przykro mi, ale skończyła się śmietanka. Czy może być kawa bez mleka?”

Ostatni dowcip jest najlepszy. Warto się zapoznać z jego wytłumaczeniem.

Jeszcze raz o Open Access (krytycznie) 04/10/2013

Posted by Mikołaj Morzy in nauka.
4 komentarze

openaccessOd dawna deklarowałem się jako zwolennik publikowania w trybie Open Access, korzystania z repozytoriów typu Directory of Open Access Journals, czy też wspierania rodzimych inicjatyw takich jak Otwarta Nauka, Otwarty Mandat czy też Obywatele Nauki. Jestem jednak realistą i zdaję sobie sprawę z tego, że wbrew powszechnemu przekonaniu: (a) w nauce jest sporo pieniędzy (b) procedury nie są transparentne a kryteria promocji/awansu często bazują na ilościowych miarach bibliograficznych (c) pojawi się ktoś sprytny, kto postanowi zarobić na tym obszarze ludzkiej działalności. Oczywiście zawsze można powoływać się na przykład Public Library of Science i twierdzić, że model OA da się wprowadzić w bieżącej rzeczywistości biznesowej. Ale bądźmy szczerzy: ile takich czasopism jak PLoS środowisko naukowe jest w stanie utrzymać na zasadzie OA, gdzie fakt przyjmowania pieniędzy za publikowanie pracy (i to nie małych, ok. $1300 za artykuł) nie powoduje pogorszenia jakości. Już wcześniej sygnalizowałem, że wydawcy „fejkowych” czasopism zaczynają mocno naciskać na naukowców i przygotowują swoje oferty tak sprytnie, że łatwo się na nie nabrać. W ostatnim czasie dowiedziałem się o jeszcze ciekawszym przekręcie. Jak donosi jeden z ostatnich numerów „Nature”, sprytni oszuści zaatakowali dwa rzeczywiste czasopisma. Chodzi o „Archives des Sciences” (20 pkt. na liście MNiSW) publikowane przez Society of Physics and Natural History of Geneva (od 1791 roku!) oraz „Wulfenia” (15 pkt. na liście MNiSW), czasopismo botaniczne publikowane przez Muzeum Regionu Karyntii w Klagenfurcie. Oba czasopisma, mimo że dobrze rozpoznawane w swoich dziedzinach, nie posiadały stron internetowych! Oszuści przygotowali więc serwisy internetowe sami, umieszczając wszystkie typowe informacje, korzystając z czcionek, logo, układów graficznych, wypełniając strony typowymi informacjami o komitecie redakcyjnym, procedurze zgłaszania prac do recenzji, terminach, itp. Udało im się także oszukać Thomson Reuters który dołączył link do ich strony na swojej Master Jouranl List. Od tego momentu oszuści zaczęli żądać ponad $500 (jako koszty przetwarzania i recenzowania) za artykuł i „przyjmować” artykuły do druku. Ponieważ nikogo nie dziwi roczny czas oczekiwania na recenzję, proceder trwał bardzo długo i tylko prawdziwi edytorzy obu czasopism dostawali liczne listy z pytaniami o los artykułów „przyjętych” do druku. Jak się okazuje, konto bankowe prowadzi do Erewania w Armenii… Trochę jak wydawnictwo GESTS, z którego przynajmniej w dziedzinie informatyki wszyscy się śmieją.

Na szczęście ruch Open Access zaczął poważniej przyglądać się problemowi fałszywych czasopism i przygotował listę tytułów, które albo są ewidentnymi oszustwami których celem jest okradanie autorów, albo są zasłoną dymną służącą do publikacji bredni jakich prawdziwe czasopismo nie wydrukuje (np. Journal of Cosmology), albo po prostu są bardzo niskiej jakości nauką. Cała lista jest dostępna pod adresem scholarlyoa.com/individual-journals. Można się także zapoznać z kryteriami umieszczania czasopism na tej liście. Lista ma być docelowo regularnie odświeżana więc warto dodać ją do zakładek.

Na szczęście na liście nie ma mojego ukochanego Journal of Unpublishable Mathematics.

Podcast junkie 03/30/2013

Posted by Mikołaj Morzy in Uncategorized.
5 komentarzy

Podcast logo Przyznaję się bez bicia, jestem całkowitym podcast junkie. Do tego stopnia, że w zasadzie przestałem nawet słuchać muzyki w samochodzie czy w pociągu, poświęcając czas tylko i wyłącznie podcastom. Ma to swoje dobre strony, bo zdecydowanie zmalało mi uczucie marnowania czasu w korku – zamiast się denerwować po prostu słucham czegoś interesującego. A oferta jest, mówiąc najbardziej oględnie, nieskończenie fascynująca. Jestem przekonany, że każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego. Z okazji nadchodzących świąt postanowiłem więc odejść od tematyki związanej z nauką i eksploracją danych w szczególności (choć, nieco okrężenie, wrócę do tego tematu jutro) i podzielić się z Wami tymi podcastami, które uważam za najśmieszniejsze, najbardziej wartościowe, najciekawsze. Poniżej przedstawiam zestawienie moich ulubionych audycji, z podziałem na kategorie odpowiadające moim pasjom i hobby (wyjątkiem jest sama informatyka, akurat o niej nie słucham żadnej audycji).

Historia

historyofAlexanderA History of Alexander to podcast wyprodukowany i opowiedziany przez Jamiego Redferna. Jamie zaczyna od przedstawienia sytuacji w Grecji i Persji w momencie panowania Filipa i płynnie przechodzi przez całą fascynującą i niezwykłą historię podbojów Aleksandra, od udziału w bitwie pod Cheroneą aż po brzegi Hydaspesu i powrót do Babilonu. Akcja podcastu szybko przenosi nas w czasie, pozwalając wczuć się w wydarzenia z zamierzchłej przeszłości. Podoba mi się też to, że Redfern, nie będąc zawodowym historykiem, nie unika rozważań o psychologii poszczególnych postaci, chętnie analizuje możliwe przyczyny podejmowania poszczególnych decyzji, itd.

historyofHannibal

Po ukończeniu pracy nad historią Aleksandra Wielkiego Redfern nie pozwolił swoim fanom długo czekać i stosunkowo szybko pojawił się kolejny serial: A History of Hannibal. Tytuł nieco mylący, bo pierwsze 12 odcinków jest poświęcone I wojnie punickiej i Redfern szczegółowo opisuje działania prowadzone przez Kartagińczyków i Rzymian. Pojawia się tam jedna z moich ulubionych anegdot historycznych o konsulu Klaudiuszu Pulcherze który obraził się na święte kurczaki (nie chciały jeść świętego ziarna, co wróżbici potraktowali jako zły omen przed bitwą) i wyrzucił je za burtę mówiąc „Skoro nie są głodne, to może im się chce pić?”. Z samym Hannibalem spotykamy się dopiero w okolicach 15 odcinka, ale od razu zaczyna się jazda niczym na rollercosterze: podbój Hiszpanii, marsz przez Galię i przekroczenie Alp, anihilacja kolejnych rzymskich legionów, aż po niewyobrażalną rzeź pod Kannami. Jamie opowiada niezwykle wciągająco, potrafi być momentami autentycznie zabawny, i podcast ma tylko jedną wadę: Jamie mówi z niezwykle silnym akcentem zManchesteru, co wymaga przyzwyczajenia uszu do języka znacznie odbiegającego od standardów BBC.

historyofRomeBrakuje mi słów, żeby wyrazić, jak niesamowity i cudowny był podcast Mike’a Duncana, The History of Rome. Płakałem, gdy doszliśmy do ostatniego odcinka w którym Odoaker przegonił z tronu w Rawennie młodzika, jak na ironię noszącego imię Romulus Augustus. Mike w 179 pasjonujących odcinkach przeszedł od maleńkiej wioski założonej na wzgórzach nad Tybrem, poprzez całą Republikę i okres największej świetności Cesarstwa, aż po kryzys wieku II, próby naprawy sytuacji w wieku III i ostateczny upadek Zachodu. W swoim podkaście zawarł wszystko: są tam i fantastyczne opisy największych wojen i bitew, jest dogłębne przedstawienie ekonomii i socjologii Rzymu i Rzymian, jest miejsce na analizę psychologiczną głównych postaci, jest też mnóstwo humoru, a przede wszystkim jest ogromna pasja dla tematu. Jeśli choć trochę interesuje Was historia Rzymu, ten podcast to absolutna konieczność!

historyofByzantium

Gdy Mike Duncan skończył snuć swą wspaniałą opowieść w roku 476 n.e. tak samo jak wszyscy inni słuchacze miałem przede wszystkim ogromne poczucie niedosytu. Przecież Cesartwo Rzymskie upadnie dopiero za prawie 1000 lat gdy Mehmet Zdobywca wkroczy do Konstantynopola! Na szczęście znalazł się Robin Pierson, który postanowił kontynuować dzieło Duncana i opowiedzieć historię mniej znanego, a tak samo fascynującego, Cesarstwa Bizantyjskiego. I tak powstał podcast The History of Byzantium. W trakcie pierwszych paru odcinków Robin nieco za bardzo próbował wejść w buty Duncana i szło mu to niezdarnie: żarty nie śmieszyły, głos zdradzał brak pewności siebie a struktura każdego odcinka zbyt przypominała THoR. Na szczęście od 5-6 odcinka Robin nabrał dużo więcej wiary w siebie i znalazł swój unikalny styl. Od tego momentu słuchanie go jest czystą przyjemnością. W tej chwili (odcinek 22) jesteśmy w trakcie panowania Justyniana i Belizariusz właśnie podbija Italię (więc przed nami jeszcze 900 lat pasjonującej historii), ale już wyraźnie widać, że to będzie doskonały podcast.

12byzantinerulersSkoro już jesteśmy przy Konstantynopolu, nie mogę nie wspomnieć o dwóch niezwykłych podcastach Larsa Brownwortha. 12 Byzantine rulers to cykl niezwykłych portretów władczyń i władców zasiadających na purpurowym tronie. Brownworth maluje te portrety z niezwykłą starannością, ale też i z wyraźną melancholią i żalem za cesarstwem, którego tysiącletnia historia jest bardzo słabo znana na Zachodzie. Spotykamy w tej opowieści starożytnych: Konstantyna Wielkiego i Juliana Apostatę, spotykamy barbarzyńcę Zeno, patrzymy na chwałę Cesarstwa pod władzą Justyniana, poznajemy bezlitosną i twardą Irenę, wreszcie jesteśmy świadkami zdarzenia, dzięki któremu Bazyl II otrzymał przydomek Bułgarobójca. A całą historię spina klamrą Konstantyn XI Paleolog, umierający z mieczem w dłoni gdy wojska Mehmeda wdzierają się do Konstantynopola. Drugim podcastem realizowanym przez Brownwortha jest Norman Centuries, saga normandzkiego podboju Sycylii i południowych Włoch. Tu także Brownworth skupia się na najbardziej charakterystycznych postaciach: Williamie Zdobywcy, Robercie Guiscard, czy Tankredzie. Spokojny i kojący głos, przepełniony zadumą nad historią sprzed 1000 lat, Lars na pewno przypadnie do gustu tym, którzy do historii mają stosunek bardziej kontemplacyjny.

A to jest jeden z moich najnowszych nabytków jeśli chodzi o podcasty historyczne: The History of the Crusades. historyofCrusadesZabrzmi to straszliwie głupio, ale w pierwszej chwili nie do końca mi pasowało, że tak „męski” temat jak krucjaty jest opowiadany śpiewnym kobiecym głosem. Przez dłuższy czas nie byłem w stanie też zidentyfikować akcentu Autorki. Nic dziwnego, Sharyn Eastaugh mieszka na Tasmanii i stamtąd właśnie wysyła w świat niezwykłą i wciągającą historię wypraw krzyżowych. Na razie jesteśmy w roku 1001, Jerozolima dopiero co została zdobyta przez I Krucjatę, Antiochia znajduje się we władaniu  Boemunda I-go a Europę coraz bardziej ogarnia religijna gorączka. Sharyn swoją opowieść prowadzi niespiesznie, starannie śledzi losy wszystkich bohaterów i co rusz przypomina, co się dzieje aktualnie z głównymi aktorami dramatu, popisując się przy tym nieprawdopodobną wiedzą i erudycją. Przyznaję szczerze, że ten okres w historii nie jest mi szczególnie znany i cieszę się, że znalazłem tak dobre źródło wiedzy.

hardcorehistoryNa koniec sekcji historycznej zostawiłem najbardziej niesamowity, przerażający i fascynujący ze wszystkich podcastów: Dan Carlin’s Hardcore History. Nie da się opisać uczucia, jakie wzbudza ten podcast, to trzeba usłyszeć. Dan Carlin ma tak osobisty stosunek do historii, i przedstawia każdy poruszany temat tak emocjonalnie, że faktycznie przenoszę się w czasie. Gdy opisuje bitwę pod Kannami, to nie ma tam genialnych strategicznych posunięć Hannibala, linii piechoty iberyjskiej starannie cofającej się by wciągnąć Rzymian w pułapkę. Zamiast tego mamy opisy ludzi dostających ataków biegunki i wymiotujących ze strachu, pył, kurz, zamieszanie, a w końcowej fazie bitwy ludzi brodzących po kolana we krwi i zarzynających się mieczami, dzidami i czym popadnie. Gdy słuchałem opisu zdobycia przez Rzymian Kartaginy pod koniec III wojny punickiej, fizycznie wbijałem palce w fotel ze strachu, tak sugestywnie Carlin przedstawił trzy dni mordowania, grabienia, gwałcenia i torturowania pokonanych. Równie przerażające są audycje o froncie wschodnim, o imperium Mongołów, o historii dzieci, o przekraczającym ludzkie pojęcie okrucieństwie Asyryjczyków, i wiele innych. Ze wszystkich wymienionych wyżej podcastów ten na pewno najbardziej zmieni Wasze spojrzenie na historię.

Sceptycyzm

skepticsguideJeśli spośród wszystkich opisywanych przeze mnie podcastów mielibyście wybrać jeden, to chciałbym, żeby to był właśnie ten. Skeptics Guide to the Universe to bez wątpienia najważniejszy i najbardziej eksponowany z podcastów poświęconych sceptycyzmowi, racjonalizmowi i krytycznemu myśleniu. Bracia Novella, Rebecca Watson i Evan Bernstein co tydzień stają w szranki z pseudo-nauką, przesądami, głupotą i oszustwami prezentowanymi w popularnych mediach. SGU skupia się przede wszystkim na promocji zasad krytycznego myślenia i popieraniu światopoglądu racjonalistycznego, w myśl którego nauka jest najpewniejszym sposobem dochodzenia do prawdy jakim aktualnie dysponujemy. Z tego podcastu dowiecie się zarówno o najbardziej interesujących wydarzeniach ze świata naukowego, ale też usłyszycie o najbardziej absurdalnych, głupich i niebezpiecznych twierdzeniach podnoszonych przez miłośników magii. Akupunktura, homeopatia, reiki, bio-energia, irydiologia, leczenie raka mieszanką łąkowych ziół, każda pseudo-naukowa bzdura znajdzie swoje 5 minut w tym programie. SGU to najlepsze wprowadzenie do sceptycyzmu i do pełnego przeżywania prawdziwych cudów: niezwykłego skomplikowania rzeczywistości i wiedzy o tej rzeczywistości, jaką oferuje nam współczesna nauka. Podtytuł podcastu najlepiej to oddaje: your escape to reality.

skeptoidCzy zastanawiacie się czasem, co jest zawarte w szczepionkach i czy te składniki są niebezpieczne dla ludzi? Na czym polega efekt placebo i jak wpływa na współczesną medycynę? Czy można dokonać detoksyfikacji organizmu? A może przekonują Was doniesienia o znalezieniu kości yeti lub zdjęć potwora z Loch Ness? Czy telepatia jest możliwa i co to są eksperymenty Ganzfelda? W takim razie musicie zacząć słuchać Skeptoidu. Ten cotygodniowy program Briana Dunninga za każdym razem bierze na warsztat jakiś popularny mit i rozprawia się z nim bezlitośnie. Spektrum tematów jest szerokie: medycyna alternatywna, kryptozoologia, teorie spiskowe, UFO, mity historyczne, nauka, religia, itp. Do każdego odcinka Brian dodaje transkrypt nagrania oraz bogatą dokumentację w postaci odnośników do artykułów naukowych. Jak się okazuje, nawet tak zatwardziały sceptyk i racjonalista jak ja dowiedziałem się, że wierzę w nieudokumentowany mit: przez lata byłem przekonany, że potrafię czytać dużo szybciej niż średnia populacji i szczyciłem się wynikami uzyskanymi w ramach ćwiczeń z szybkiego czytania. Niestety, okazuje się, że szybkie czytanie to mit. Brian przedstawia swój program w sposób bardzo przystępny i zabawny. Ucząc bawić, bawiąc uczyć, w wygodnym 15-minutowym formacie.

pointofinquiryOstatnim podcastem z tej kategorii jest Point of Inquiry produkowany przez Center for Inquiry. W tym przypadku bardzo mi odpowiada format podcastu: jest to po prostu zapis cotygodniowego wywiadu jaki przeprowadza Chris Mooney lub Indre Viskontas z jakąś znaną osobą ze świata nauki. Najczęściej okazją jest promocja jakiejś książki, chociaż zdarzają się też odcinki poświęcone bardzo konkretnym problemom. Lista gości programu jest imponująca, można posłuchać wywiadów ze Stevenem Pinkerem, Paulem Krugmanem, Carlem Zimmerem, Lawrencem Kraussem, Danielem Denettem, Neilem deGrasse Tysonem, i wieloma innymi znanymi nazwiskami. Wywiady trwają około 30-40 minut, więc rozmówcy mogą wejść w szczegóły omawianych kwestii i nie muszą się ślizgać tylko po powierzchni problemów. Poziom wywiadów bywa różny, czasem są ciekawsze, czasem ciut mniej, widać też bardzo wyraźną orientację polityczną podcastu (zdecydowanie liberalna i przeciwna konserwatystom), choć np. jeden z ostatnich odcinków był poświęcony grzechom lewicy w promowaniu postaw pozbawionych jakichkolwiek naukowych dowodów (chodzi oczywiście przede wszystkim o sprzeciw wobec GMO i energii atomowej).

Ateizm

reasonabledoubtsW tej kategorii zaczynam od podcastu na który zawsze czekam z największą niecierpliwością: Reasonable Doubts. Czterech młodych dżentelmentów omawia wszystkie aspekty religii. Wszyscy czterej wywodzą się ze środowisk fundamentalistycznych (jeden nawet miał być pastorem) i co jak co, ale Biblię znają na wylot. RD to podcast dla osób myślących i niepozbawionych otwartej głowy. Z jednej strony, ateiści mogą się z tej audycji dowiedzieć bardzo dużo o różnych odłamach chrześcijaństwa (dla mnie absolutną nowością były odcinki o kalwiniźmie czy zielonoświątkowcach), z drugiej strony osoby wierzące mogą zapoznać się z pełną argumentacją świadomych ateistow. Bardzo dużo miejsca poświęcone jest psychologii wiary (jeden z prowadzących jest pracownikiem naukowym badającym psychologię religii), przedstawiane są liczne eksperymenty psychologiczne które pokazują, jakie uwarunkowania legły u podstaw wielu postaw i przekonań religijnych. Jest też miejsce na komentarz dotyczący najnowszych wydarzeń, jest parę arcyśmiesznych segmentów (np. Stranger than Fiction – absurdalne inicjatywy ludzi ogarniętych religijnym wigorem lub Polytheism – najbardziej niesamowite mity z zapomnianych religii). RD jest podcastem wyjątkowym w tym sensie, że mimo jednoznacznie ateistycznego wydźwięku i konsekwentnego krytykowania religii prowadzącym udaje się oddzielić wiarę od osób wierzących i nigdy nie przekraczają granicy, która mogłaby być obraźliwa. No i bywają czasami niewiarygodnie zabawni.

thegoodatheistKolejny podcast jest dokładnym przeciwieństwem Reasonable Doubt. I posiada bardzo mylącą nazwę: The Good Atheist. Wiele osób które są ateistami ma chyba tak, że raz na jakiś czas mają ochotę wykrzyczeć prosto w twarz wszystkim wierzącym (a szczególnie funkcyjnym wierzącym) co myślą o religii, instytucjach religii, moralności religijnej i narzucaniu religii wszystkim dookoła (szczególnie dzieciom). I w takich chwilach na usta cisną się słowa powszechnie uznawane za obraźliwe. Jeśli odczuwacie taką potrzebę, to  Jacob Fortin i Ryan Harkness zrobią to za Was, bardzo głośno, wulgarnie, bez śladu sympatii lub szacunku do najstarszych tradycji religijnych świata. I użyją do tego celu wielu brzydkich słów. Tego podcastu nie powinny słuchać osoby wierzące bo na pewno prędzej czy później poczują się urażone. Ja traktuję ten podcast w kategoriach terapeutycznych. Kiedy nie mogę już znieść religijności lejącej się na mnie z radio, gazet i telewizji, włączam dwóch bezrobotnych Kanadyjczyków którzy siarczyście przeklinając podsumowują pontyfikat Benedykta XVI w kontekście skandalu pedofilskiego, i czuję że równowaga została przywrócona.

biblegeekOstatni podcast jest zupełnie niesamowity. Dr Robert M. Price występuje jako The Bible Geek. Dr Price jest autorem całej masy książek o tematyce biblijnej. Były pastor i fundamentalistyczny protestant, całkowicie odszedł od wiary. O sobie mówi: „jestem ateistą zakochanym w Biblii”. O Biblii wie praktycznie wszystko. Nie wierzy w ani jedno słowo (jako prawdę objawioną), ale docenia rolę i znaczenie tej niesamowitej książki na przestrzeni dziejów. W swojej audycji dr Price odpowiada na pytania słuchaczy dotyczące Biblii, i to jak odpowiada! Większość odpowiedzi szybko przeradza się w długie opowieści z których wyłania się świat antyczny który zrodził Stary i Nowy Testament. Dr Price pokazuje, które fragmenty pism, listów i ewangelii zostały zapożyczone z wcześniejszych tradycji (greckiej, żydowskiej), tłumaczy różnice w ewangeliach rozłamami we wczesnym kościele i napięciami pomiędzy sektami, odkrywa politeistyczne ślady wczesnej religii żydowskiej w Starym Testamencie, stawia na głowie praktycznie wszystko czego się dowiedziałem o Biblii w katechetycznej salce. I robi to wszystko wiedziony ogromną fascynacją tekstem. Ten podcast jest obowiązkowy i dla wierzących, i dla ateistów. Ateiści przestaną postrzegać Biblię jak Richard Dawkins (zbiór absurdalnych bajek z głównym bohaterem w postaci żądnego krwi okrutnego psychopaty Jehowy), wierzący przestaną „kupować” tanią wersję interpretacji Biblii i dostrzegą niesamowite bogactwo i skomplikowanie tekstu oraz zrozumieją przyczyny tego skomplikowania. Jestem jednak winien słowo ostrzeżenia: słuchanie dr. Price’a może zachwiać podstawami wiary! Jeśli zaczniecie słuchać podcastu i usłyszycie dziwaczne głosy i akcenty, nie obawiajcie się. Bible Geek uwielbia bawić sie akcentami i czyta pytania wykorzystując kilkanaście różnych akcentów (szkocki, japoński, rosyjski, południowy, bostoński), a czytając fragmenty Biblii poszczególnym postaciom nadaje indywidualne głosy: Bóg zawsze mówi głosem Charltona Hestona, Jezus zawsze mówi głosem Willema Dafoe, często też pojawia się głos Michaela Palina jako Poncjusza Piłata.

 

Parę użytecznych rzeczy na temat eksploracji danych 03/17/2013

Posted by Mikołaj Morzy in eksploracja danych, teoria.
2 komentarze

Pedro DomingosNa ubiegłorocznej konferencji CACM’2012 opublikowany został bardzo ciekawy artykuł Pedro Domingosa z University of Washington. Artykuł nosi tytuł „A Few Useful Things to Know about Machine Learning”  i postaram się go pokrótce streścić, żeby zachęcić do lektury.
Domingos zaczyna od zdefiniowania dziedziny uczenia maszynowego jako *uczenia programów na podstawie danych*. Nie jest to definicja wzbudzająca jakieś kontrowersje, choć interesujące jest przeniesienie nacisku z poszukiwania wzorców na znajdowanie programów. W swoim artykule koncentruje się przede wszystkim na problemie klasyfikacji i regresji, pomijając inne obszary (poszukiwanie asocjacji, analiza skupień, poszukiwanie wartości odstających). Dla niego proces uczenia się jest kombinacją trzech czynników: reprezentacji, oceny i optymalizacji. Reprezentacja to wybór sposobu, w jaki model będzie opisywany. Jest to o tyle istotne, że wybor konkretnej reprezentacji pośrednio definiuje zbiór wszystkich klasyfikatorów których dany model może się nauczyć. Jeśli dany klasyfikator nie mieści się w przestrzeni hipotez konkretnego modelu, taki klasyfikator po prostu nie może zostać wygenerowany. Oprócz wyboru reprezentacji dla modelu krok ten obejmuje sobą także wybór cech danych jakie będą podlegały uczeniu. Drugim czynnikiem jest ocena, czyli wybór funkcji wykorzystywanej do porównywania nauczonych klasyfikatorów. Trzeci czynnik, optymalizacja, to proces wyszukania w przestrzeni dostępnych klasyfikatorów tego klasyfikatora, który maksymalizuje funkcję wykorzystywaną do oceny. Taki podział algorytmów uczących na trzy niezależne czynniki jest o tyle interesujący, że pozwala dostrzec możliwości użycia kombinacji które nie są typowe.

  • reprezentacja: kNN, SVM, naiwny klasyfikator Bayesa, regresja logistyczna, drzewa decyzyjne, klasyfikator regułowy, sieć neuronowa, sieć Bayesowska
  • ocena: dokładność, precyzja i zwrot, błąd kwadratowy, prawdopodobieństwo a posteriori, Information Gain, Dywergencja KL
  • optymalizacja: algorytm zachłanny, beam search, B&B, metody gradientowe, Quasi-Newton, programowanie liniowe, programowanie kwadratowe

Jak się okazuje, można powiązać większość z wyżej przedstawionych konkretyzacji i uzyskać nowy model uczenia. Przykładowo, wybieramy kNN z miarą błędu kwadratowego i zachłannym poszukiwaniem najlepszej wartości parametru k. Nie każde połączenie ma tyle samo sensu, ale wiele z nich generuje egzotyczne algorytmy uczące.

Domingos kładzie bardzo duży nacisk na kwestię generalizacji. Przypomina o fundamentalnych zasadach testowania modeli i przestrzega przed nadmiernym optymizmem przy testowaniu na zbiorze uczącym. Zwraca też uwagę na interesujący aspekt uczenia maszynowego: w przeciwieństwie do innych problemów optymalizacyjnych w przypadku uczenia klasyfikatora nie dysponujemy funkcją którą próbujemy optymalizować, w związku z czym posługujemy się wyznaczonym błędem na zbiorze uczącym jako zastępstem rzeczywistego błędu.

Interesujące jest też nawiązanie do słynnego twierdzenia Davida Wolperta o braku darmowego lunchu w wyszukiwaniu i optymalizacji. Domingos pokazuje to na prostym przykładzie: niech zbiór danych jest opisany za pomocą 100 zmiennych binarnych. Dysponuję w moim zbiorze uczącym milionem etykietowanych przypadków. Milion to przecież bardzo dużo, w zupełności wystarczy żeby generalizować nauczony model, prawda? Niestety, nie… Przy 100 zmiennych i 1 000 000 rekordów przestrzeń wyszukiwania nadal zawiera 2^{100} - 10^{6} przypadków, dla których nie znam wartości zmiennej zależnej! Jeśli nie posiadam dodatkowej wiedzy eksperckiej, wówczas żaden algorytm eksploracji danych nie jest w stanie przebić zwykłego losowego rzucania monetą. Oczywiście powyższe to najgorszy z możliwych scenariuszy, w rzeczywistości funkcje których próbujemy się nauczyć nie są rozłożone jednostajnie w przestrzeni wszystkich możliwych 2^{100} funkcji. Korzystając z założenia o tym, że podobne przypadki należą do podobnych klas lub dodatkowej wiedzy o zależnościach między atrybutami możemy bardzo znacząco ograniczyć przestrzeń wyszukiwania. Ten indukcyjny proces uzyskiwana użytecznej wiedzy z niewielkiej ilości wiedzy początkowej stanowi sedno całej dziedziny uczenia maszynowego. Jak pisze Domingos:

[…] induction is a knowledge lever: it turns a small amount of input knowledge into a large amount of output knowledge. Induction is a vastly more powerful leveer than decuction, requiring much less input knowledge to produce useful results, but it still needs more than zero input knowledge to work.

Bardzo podobało mi się także proste i czytelne wytłumaczenie zjawiska przetrenowania modelu (ang. overfitting) zarówno pod kątem wariancji, jak i systematycznej tendencyjności (ang. bias) za pomocą jednego rysunku:

bias-varianceDomingos sporo miejsca poświęca też przekleństwu wymiarowości (ang. curse of dimensionality). Nawet, jeśli jesteśmy świadomi problemu, umyka on naszemu intuicyjnemu rozumieniu. Przykładowo, jeśli funkcja której próbujemy się nauczyć to f(x)=x_1 \wedge x_2, to zadanie jest proste. Teraz dodajmy 98 niezwiązanych z funkcją celu zmiennych x_3, \ldots, x_{100} i okaże się, że szum informacyjny dodatkowych wymiarów całkowicie przykrywa funkcję celu. Może rozwiązaniem jest zwiększenie zbioru danych? Próżne nadzieje, w przypadku 100 wymiarów binarnych (a przecież trudno jeszcze tu mówić o wielkiej liczbie wymiarów) i monstrualnym zbiorze danych liczącym bilion rekordów, nadal pokrywamy zaledwie 10^{-18} część przestrzeni… Ogromna liczba wymiarów fatalnie też wpływa na wszystkie metody bazujące na odległości między przypadkami, ponieważ każdy kolejny wymiar zwiększa liczbę przypadków położonych w tej samej odległości od danego przypadku, sprowadzając metody najbliższych sąsiadów do losowego wyboru sąsiadów.
Pozostałe problemy opisywane przez Domingosa dotyczą użyteczności teoretycznych granic błędów, znaczenia metod ekstrakcji atrybutów, przydatności ogromnych wolumenów danych (mimo wszystko), oraz dominacji metod wykorzystujących łączenie wielu modeli (ang. ensembles). Cały artykuł jest napisany bardzo czytelnie i przystępnie, dla początkujących adeptek i adeptów eksploracji danych będzie to dobre wprowadzenie i zbudowanie solidnych podstaw „filozoficznych”, ale i osoby doświadczone mogą ze zdumieniem odkryć dla siebie nowe aspekty eksploracji danych.

Na koniec, jako zachęta, lista tytułów sekcji:

  • Learning = Representation+Evaluation+Optimization
  • It’s Generalization That Counts
  • Data Alone Is Not Enough
  • Overfitting Has Many Faces
  • Intuition Fails in High Dimensions
  • Theoretical Guarantees Are Not What They Seem
  • Feature Engineering Is the Key
  • More Data Beats a Cleverer Algorithm
  • Learn Many Models, Not Just One
  • Simplicity Does Not Imply Accuracy
  • Representable Does Not Imply Learnable
  • Correlation Does Not Imply Causation

Domingos, P. (2012). A few useful things to know about machine learning Communications of the ACM, 55 (10) DOI: 10.1145/2347736.2347755

Darmowy dostęp do Tableau 03/17/2013

Posted by Mikołaj Morzy in software.
Tags: ,
add a comment

Tableau logo Tableau to bardzo atrakcyjne oprogramowanie do wizualizacji danych. Umożliwia szybkie tworzenie interaktywnych wykresów wielu rodzajów, osadzanie wykresów na stronach WWW, publikowanie ich przy pomocy usługi Tableau Public, czy też tworzenie paneli (ang. dashboard) do wizualnej analizy danych.Projektowane panele mogą być wyposażone w dodatkowe kontrolki do filtrowania danych, wgłębiania się w dane, czy łączenia danych z wielu źródeł na jednym wykresie w celu znalezienia ukrytych wzorców. Środowisko do projektowania wykresów i paneli jest bardzo przyjazne i intuicyjne. Przykład wykorzystania takiej interaktywnej wizualizacji możecie obejrzeć np. na stronach „Wall Street Journal”.

Okazuje się, że Tableau Software postanowiło otworzyć się na akademię i to jest fantastyczna wiadomość. Nie znam co prawda szczegółów zasad udzielania licencji uczelniom (dopiero wysłałem w tej sprawie list do tft@tableausoftware.com), ale ogólne reguły wykorzystania tego oprogramowania w kursach akademickich są opisane na stronie producenta. Jednak jeszcze ciekawszą inicjatywą jest umożliwienie studentkom i studentom uzyskania bezpłatnej rocznej licencji indywidualnie. To z jednej strony dość ryzykowny ruch, a z drugiej strony na zatłoczonym do nieprzyzwoitości rynku oprogramowania do wizualizacji danych być może strzał w dziesiątkę. Osoby zainteresowane muszą wejść na stronę Tableau for Students i wypełnić formularz.

Dziwne czasopisma, Scirp.org 01/12/2013

Posted by Mikołaj Morzy in nauka, sieci społeczne.
3 komentarze

Scientific ResearchJestem wielkim fanem otwartej nauki. Uważam też, że publikowanie w czasopismach o dostępie swobodnym jest bardzo dobrym pomysłem na szybki rozwój swojej kariery naukowej a wykorzystanie ruchu Open Access powinno stać się przykazaniem dla każdego badacza. Tym bardziej denerwuje mnie, gdy natykam się na cudo w rodzaju „Social Networking„. Na pierwszy rzut oka wygląda to dobrze. Jest numer ISSN, jest wyraźna deklaracja celu i zakresu czasopisma, jest rada edytorska czasopisma, jest ikonka Otwartego Dostępu. Czyli szafa gra? Nie do końca…

Za publikację w czasopiśmie zapłacimy $300, plus po $50 za każdą stronę powyżej 10. No dobrze, za publikację w PLoS też się przecież płaci. Z rady edytorskiej nie rozpoznaję żadnego nazwiska. To jeszcze nie jest żaden dowód, choć dużo czytam i wydaje mi się, że akurat z nazwiskami w dyscyplinie jestem dość dobrze obeznany. Biorę na widelec redaktora naczelnego, w Google Citations go nie ma, Google Scholar zwraca jedną publikację o ruchu lotniczym z 1997 roku. WAT? A gdzie mieści się wydawnictwo? Na stronie http://www.scirp.org/aboutUs dowiaduję się, że adres czasopisma to P. O. BOX 54821, Irvine CA 92619-4821, USA. Trochę dziwna ta skrzynka pocztowa, więc sprawdzam dane rejestracyjne domeny http://www.scirp.org i dowiaduję się, że:

Domain ID:D152375048-LROR
Domain Name:SCIRP.ORG
Created On:12-Apr-2008 04:32:12 UTC
Last Updated On:23-Apr-2012 09:47:03 UTC
Expiration Date:12-Apr-2013 04:32:12 UTC
Sponsoring Registrar:Beijing Innovative Linkage Technology Ltd. (R1292-LROR)
Status:CLIENT TRANSFER PROHIBITED
Registrant ID:CT7QNTWAMS6AG6W
Registrant Name:zhou huaibei
Registrant Organization:shanghai erwanwenhuachuanbozhongxin
Registrant Street1:Chungshan North Road, Yangpu District, Shanghai, Room 1121, No.
Registrant City:shanghai
Registrant State/Province:SH
Registrant Postal Code:200092
Registrant Country:CN
Registrant Phone:+86.2165979737
Registrant FAX:+86.2165979737

Jednym słowem, jakiś gostek z Szanghaju. Coraz mniej poważnie to wygląda a ja nabieram lekkiego dystansu do wydawnictwa Scientific Research. Nadszedł czas zajrzenia do czeluści internetu. Szybko znajduję oskarżenie o kradzież artykułów, publikowanie artykułów bez zgody autorów, wielokrotne publikowanie tego samego artykułu w dwóch różnych czasopismach i organizowanie fikcyjnych konferencji. A na koniec dostałem jeszcze od nich e-mail z propozycją opublikowania pracy w „Social Networking”, gdzie w e-mailu w sekcji Contact Us znalazłem takie cacko (jestem przekonany że Louis Figo ma wiele talentów, ale prowadzenie cudzego profilu na LinkedIn raczej do nich nie należy):

figo

Niestety, takich fałszywych wydawnictw i konferencji jest sporo.

Życzenia noworoczne 01/01/2013

Posted by Mikołaj Morzy in humor.
add a comment

ilovemathRzeczy, jakie robię w Nowy Rok. Jak co roku oglądam przebój „Nowyj God” supergrupy Steklovata, a w ramach odtrutki słucham cudownie nostalgicznego Tima Minchina w „White Wine in the Sun” (to ostatnie bardziej o świętach niż Nowym Roku). Potem podejmuję dziesiątki postanowień (95% przechodzi z poprzedniego roku, między innymi postanowienia dotyczące częstotliwości pisania na blogu).

W tym roku postanowiłem złożyć też wszystkim czytelniczkom i czytelnikom dość hermetyczne życzenia:

w + ln(N) = ln(ap^2H+e^{aR}) + ln(y)

w = ln(ap^2H+e^{aR}) + ln(y) - ln(N)

w = ln(ap^2H+e^{aR}) + ln(\frac{y}{N})

w = ln((ap^2H+e^{aR}) \frac{y}{N})

e^w = (ap^2H+e^{aR}) \frac{y}{N}

(ap^2H+e^{aR}) y = e^wN

ap^2Hy+e^{aR}y = e^wN

ap^2Hy = e^wN - e^{aR}y

Hap^2y = Ne^w - ye^{aR}

Happy = Ne^w - ye^{aR}

Obalanie mitów o obalaniu mitów 11/26/2012

Posted by Mikołaj Morzy in nauka.
43 komentarze

Obrazek magicznej kuli piorącej Jakiś czas temu moja żona poprosiła mnie o zebranie argumentów przeciwko stosowaniu magicznych kul do prania. Przeczuwała, że jest to kompletna bzdura, ale chciała na swoim forum podeprzeć zdanie „twardymi” faktami. Przy tej okazji z ciekawości zacząłem przyglądać się temu, co nauka mówi o skuteczności obalania mitów i wpadła mi w ręce niezwykle ciekawa publikacja, którą zdecydowanie warto przybliżyć. Myślę tu o „Debunking Myths About Debunking Myths
Większość sceptyków i racjonalistów zdaje się wierzyć, że utrzymywanie się mitów jest związane z deficytem informacji. Są przekonani, że wystarczy poinformować wyznawcę refleksologii o tym, dlaczego ta metoda nie ma żadnych podstaw działania (ani namacalnych wyników), żeby wyznawca przejrzał na oczy i porzucił wiarę w bzdury. Innymi słowy, skupiają się na dostarczeniu jak największej liczby dowodów na prawdziwość swoich tez. Niestety, ta droga nie tylko nie prowadzi do upragnionego celu, ale w wielu przypadkach jest wręcz kontrproduktywna i może powodować wzmocnienie wiary w mit [1]. Problem w tym, że nie chodzi tylko o to, w co ludzie wierzą, ale także w jaki sposób wierzą, tzn. jakie mechanizmy powodują umacnianie się mitów.
Zastanówmy się zatem, jakie metody są najbardziej skuteczne w obalaniu mitów. Podstawowe założenie jest takie, że my (tj. sceptycy) nie mamy wpływu na ilość mitów, półprawd czy kłamstw, jakimi karmieni są ludzie. Niestety, od momentu w którym nieprawda dotarła do mózgu danej osoby, wyciągnięcie jej stamtąd nie jest wcale prostym zadaniem. Badania pokazują, że niezależnie od tego, jak bardzo dana osoba będzie bombardowana prawdziwymi informacjami, kłamstwo pozostaje wdrukowane w mózg i jest tam wykrywalne. Jak już wspomniałem, w najgorszym przypadku grozi nawet wzmocnienie mitu. Przyjrzyjmy się zatem trzem sposobom, w jaki mit zostaje wdrukowany w nasze głowy, analizując przy okazji działające strategie obalania mitów.

Efekt skojarzenia (Familiarity Backslash Effect)

Aby obalić mit, musimy ten mit wypowiedzieć. Ale przecież samo wspomnienie mitu może go utrwalić przez proste skojarzenie: „Aha, gdzieś już to słyszałam, więc to prawda”. Rzeczywiście, wiele badań wskazuje, że ludzie mają silną tendencję do wierzenia w mity, które są im znajome. Przykładem niech będzie badanie wpływu informacji o skutkach szczepienia na grypę [2], w którym badanym przedstawiono ulotkę rozprawiającą się z większością popularnych mitów i kłamstw związanych z tą szczepionką. Bezpośrednio po zapoznaniu się z ulotką większość osób nie miała problemu w odróżnieniu prawdy i fałszu. Jednak już po 30 minutach okazało się, że nie tylko ludzie utracili zdolność odróżniania prawdy od fałszu: osoby które przeczytały ulotkę znacznie częściej brały za prawdę kłamstwa niż osoby z grupy kontrolnej, które nie czytały ulotki! Prawdopodobieństwo uznania czegoś za prawdziwe rośnie im bardziej jakieś zdanie wydaje się znajome. Efekt ten potęguje się z czasem, gdy szczegóły wypadają z pamięci i pozostają w niej jedynie „nagłówki wiadomości”. Co zatem należy zrobić? Oczywiście najlepiej byłoby nie wspominać kłamstwa wcale, ale najczęściej jest to niemożliwe. Trzeba więc unikać akcentowania mitu. Często spotykamy się z podejściem, w którym mit jest wytłuszczony w tytule: „Czy faktycznie akupunktura działa równie dobrze jak silne środki przeciwbólowe?” a poniżej pojawia się wyjaśnienie, że nie tylko akupunktura nie działa jak najlepsze środki przeciwbólowe, akupunktura w ogóle nie działa w żaden sposób. To jest poważny błąd. Główny nacisk ma być położony na fakt, który chcemy komunikować, to właśnie ten fakt ma się znaleźć w nagłówku w postaci sloganu, a bezpośrednio za nim ma się pojawić tekst zawierający najważniejsze fakty, które chcemy powiązać ze sloganem.

Reguła 1: Skup się na fakcie, który chcesz przekazać, a nie na micie, który chcesz obalić.

Efekt Przeciążenia (Overkill Backfire Effect)

Popularnym podejściem przy komunikowaniu nauki jest próba zalania czytelnika powodzią faktów. Założenie jest proste: im więcej faktów, tym większa szansa, że któryś z nich przekona osobę wierzącą w nieprawdę. Założenie jest tyleż proste, co nieprawdziwe. W rzeczywistości dla umysłu proste kłamstwo jest dużo bardziej atrakcyjne niż złożona prawda. Bardzo często ograniczenie się do 2-3 kluczowych faktów i zaprezentowanie ich w prostej, przejrzystej i łatwo przyswajalnej formie jest dużo lepszą strategią niż wdawanie się w polemikę i bombardowanie przeciwnika faktami [3]. W średniowieczu Grenlandia była tak samo zimnym, nieprzyjaznym miejscem do mieszkania jak dzisiaj. Dieta mieszkańców składała się przede wszystkim z ryb i fok. Wszystkie rejestry handlowe z Irlandii, Anglii i Islandii wskazują na import jedynie skór foczych oraz ryb z Grenlandii (w przeciwieństwie do statków pełnych zboża lub mięsa owczego). A jednak często w mediach spotykacie naukowych analfabetów opowiadających głupstwa o tym, że Grenlandia to przecież „Zielona Wyspa”, więc w średniowieczu było tam ciepło, zatem globalne ocieplenie to mit. Zamiast opowiadać o modelach klimatu, okresach krótkotrwałego ocieplenia i oziębienia, i podawać dziesiątki argumentów na rzecz tezy o antropogenicznej zmianie klimatu (co do której zgadza się 97% naukowców zajmujących się klimatem), lepiej jest skupić się na 3 kluczowych faktach związanych z mitem grenlandzkim:

  • Eryk Rudy kłamał na temat zielonego raju za zachodnim morzem w celu przyciągnięcia osadników
  • Mieszkańcy Grenlandii jedli foki i ryby co potwierdzają badania szkieletów
  • Nikt nie handlował z Grenlandczykami niczym poza skórami fok

Reasumując, mówimy prostym językiem, ograniczamy się do najbardziej przekonujących argumentów, jeśli tylko to możliwe to posiłkujemy się grafiką (przykładowo, co to znaczy, że panuje konsensus naukowy w sprawie globalnej zmiany klimatu? 97% naukowców zgadza się, że ludzie są odpowiedzialni za globalną zmianę klimatu. Poniżej kolorem białym oznaczono naukowców, którzy są przeciwni tej tezie (uznają globalną zmianę klimatu ale nie uważają, że to ludzie są za nią odpowiedzialni), a kolorem czerwonym oznaczono naukowców zdecydowanie przeciwnych tej tezie (tj. takich, którzy w ogóle nie uznają globalnej zmiany klimatu).

Czy panuje konsensus naukowy wokół globalnego ocieplenia?

Efekt Ataku na Światopogląd (Worldview Backfire Effect)

To jest chyba najtrudniejsza przeszkoda w wyjaśnieniu osobie, która jest proponentem mitu, dlaczego się myli. Jako ludzie mamy niezwykle silną tendencję do bronienia swojego światopoglądu i odrzucania wszystkich faktów, które mogą światopoglądowi zagrozić. Jest to związane przede wszystkim z naszą potrzebą utrzymywania spójności w światopoglądzie i wyraża się zjawiskiem potwierdzania (ang. confirmation bias) polegającym na tym, że dużo bardziej wierzymy w fakty wspierające nasze uprzednie przekonania, jednocześnie zdecydowanie odrzucając fakty przeczące naszym przekonaniom (albo pochodzące ze źródeł które uznajemy za ideologicznie wrogie). Przykładem tego zjawiska jest eksperyment z ulotkami zawierającymi informacje o skutkach dostępu do broni palnej [4]. W zależności od logo na ulotce (National Rifle Association lub Citizens Against Handguns) ludzie wybierali tylko te informacje, które zgadzały się z ich wcześniejszymi poglądami. Podobne zjawisko miało miejsce w przypadku członków partii republikańskiej wśród których przeprowadzono ankietę na temat broni masowego rażenia w Iraku [5]. Mimo, że badanie miało miejsce po tym, jak prezydent Bush publicznie przyznał, że żadnej broni w Iraku nie znaleziono, znakomita większość ankietowanych uważała, że broń masowego rażenia została w rzeczywistości znaleziona. Jedynie 2% badanych zmieniło swoje zdanie. Jak więc możemy przekazać jakiejś osobie fakty, które przeczą jej przekonaniom, w taki sposób, aby fakty miały szansę zakorzenienia się? Po pierwsze, większość wysiłków w szerzeniu prawdy i obalaniu naukowych mitów należy skierować nie na wyznawców błędnych teorii, ale na osoby niezdecydowane, które mogą ulec mitom. Po drugie zaś, fakty należy przedstawiać nie w postaci gołych informacji, lecz przy użyciu pewnej ramy koncepcyjnej szanującej światopogląd przekonywanej osoby [6]. Przykładowo, zamiast mówić o „regulacji rynku” lub przekonywać o konieczności „ograniczenia samowoli banków” w rozmowie z zajadłym liberałem, lepiej jest umieścić komunikowany fakt w kontekście „uporządkowania środowiska gospodarczego”, „uproszczenia reguł gry ekonomicznej”, itp. Tylko w taki sposób fakt ma szansę zakiełkować w cudzej głowie.

Najważniejszym elementem obalania mitu jest proces wypełnienia dziury poznawczej. Gdy przedstawiamy fakty i jednoznacznie falsyfikujemy czyjeś wcześniejsze przekonanie (zakładając, że udało się to zrobić), w światopoglądzie danej osoby pojawia się dziura. I ta dziura musi zostać jak najszybciej wypełniona nową, prawdziwą treścią. Trochę przerażającą ilustracją tego procesu jest gwałtowny spadek wyroków skazujących w przypadku ław przysięgłych, którym nie tylko obrona udowodniła niewinność oskarżonego, ale też wskazała lub zasugerowała inną podejrzaną osobę. Okazuje się, że nawet decydując o czyimś życiu lub wieloletnim więzieniu jesteśmy niewolnikami swojej świadomości, która domaga się spójności kosztem zgodności z prawdą. Owo zasypywanie dziury może przyjąć wiele form:

  • pokazanie sposobów i technik użytych do oszukania osoby
  • pokazanie powodów, dla których mit został sfabrykowany
  • jawne ostrzeżenie, że czytelnik/rozmówca za chwilę spotka się z mitem
  • wykorzystanie infografiki

Przykładowo, o skuteczności ostatniej metody świadczy to, że samo tylko pokazanie mapy z temperaturą mórz zakodowaną za pomocą kolorów znacząco zwiększyło akceptację teorii o globalnej zmianie klimatu wśród osób wspierających Partię Republikańską.

Podsumowując, skuteczne obalanie mitów wymaga następujących elementów:

  • najważniejsze fakty: obalanie mitu koncentruje się na przekazywanej prawdzie, a nie na micie
  • jawne ostrzeżenia: przed wspomnieniem mitu należy (w sposób graficzny lub wyraźny sposób opisowy) ostrzec czytelnika, że następujące po ostrzeżeniu stwierdzenia są mitem
  • alternatywne wyjaśnienie: wszystkie dziury jakie mogły powstać w wyniku obalania mitu muszą zostać natychmiast wypełnione prawdziwą treścią, np. poprzez wyjaśnienie dlaczego i w jaki sposób mit został wykreowany, w czyim leży interesie, itp.
  • grafika: jeśli to tylko możliwe, należy korzystać z infografiki

Spróbujmy zatem wyposażeni w te narzędzia podejść do problemu magicznych piorących kulek.

Użycie kul piorących niczym nie różni się od prania w samej wodzie.

Na rynku pojawiło się wiele firm oferujących tzw. kule piorące i zachwalających najbardziej nieprawdopodobne właściwości tych kul. W rzeczywistości mamy do czynienia z bezczelnym kłamstwem handlowym, które pod przykrywką pseudo-naukowego bełkotu żeruje na ludzkiej naiwności i próbuje nakłonić ludzi do zakupu całkowicie bezużytecznego produktu. Badania naukowe zlecone przez urzędy ochrony konsumentów w Stanach Zjednoczonych, Włoszech, Australii, Hiszpanii, Hong Kongu, jednoznacznie stwierdzają, że pranie z użyciem kul piorących w najmniejszym stopniu nie jest bardziej efektywne niż pranie w czystej wodzie. W wielu przypadkach urzędy zakazały firmom oferującym kule piorące posługiwania się kłamliwymi sloganami reklamowymi oraz nałożyły na te firmy kary finansowe. Odpowiedzią producentów kul piorących była zmiana języka reklamy: dziś celowo w marketingu kul piorących producenci posługują się jedynie ogólnikami, których prawdziwości nie da się ustalić. Sprawdźmy, jakie kłamstwa lub matactwa są stosowane najczęściej (poniższe cytaty zostały pobrane ze stron oferujących sprzedaż kul piorących w Polsce):

  • „Dzięki promieniowaniu podczerwonemu emitowanemu przez kulki wzrasta temperatura wody” : w rzeczywistości każde ciało wydziela promieniowanie podczerwone (czyli ciepło), od którego teoretycznie wzrasta temperatura wody. Jeśli do pralki wsadzę dowolny przedmiot, np. gumowe kalosze, to one też będą emitować promieniowanie podczerwone i podniosą temperaturę wody. O jakieś 0.000001 stopnia Celsjusza, ale zawsze.
  • „[kula] zawiera w swym wnętrzu magnesy neodymowe, oddziałują one na właściwości fizyczne wody użytej do prania”: woda nie jest paramagnetykiem lecz bardzo słabym diamagnetykiem, w zasadzie wpływ nawet silnych pól magnetycznych na wodę jest tak znikomy, że ledwie mierzalny czułą aparaturą naukową, więc wszystkie opowieści o „namagnetyzowanej wodzie” to brednie
  • „Oszczędzamy! Tradycyjny proszek do prania ok. 3,5 kg w cenie 25 zł wystarczy na ok. 20 prań. Ekologiczna Kula Piorąca 1 szt., w cenie 40 zł to ok. 1000 prań. Przy codziennym praniu w ciągu 3 lat zużyjemy ok. 55 opakowań proszku płacąc 1375 zł a przy codziennym praniu kulą Molli przez 3 lata wydajemy tylko 50 zł. Oszczędzamy 1325 zł.” To prawda, tylko przesłanka jest błędna. Ponieważ pranie bez użycia kuli piorącej daje dokładnie ten sam efekt, możemy oszczędzić jeszcze więcej, bo aż 1375 zł!!! Wystarczy nie kupować kuli.
  • „Dba o nasze środowisko, nie wywołuje szkodliwych reakcji chemicznych charakterystycznych dla detergentów. Jest technologią przyjazną środowisku”: przykładowy skład chemiczny jednej z kul piorących dostępnych w Polsce obejmuje: higher akyl sulfate, non-ionic surfacant, sodium metasilikate, calcium carbonate, oraz sodium carbonate.

Nie przyszła mi do głowy żadna grafika, która we właściwy sposób oddawałaby kuriozalność poniższego cytatu. Takiego nagromadzenia pseudonaukowego bełkotu dawno nie widziałem, więc wrzucam go tu jako kwiatek dla czytelników (licząc, że nie uznają tego za naukowy fakt).

„W wyniku tarcia się w wodzie kulki wytwarzają wysoko-energetyczne fale podczerwone, które powodują mikronizację H20, pobudzają częstotliwość wibracji wody, zwiększając moc czyszczenia.”

Jako ćwiczenie można sobie samemu napisać podobny tekst na temat dowolnego mitu: radiestezji, homeopatii, irydiologii, jasnowidztwa, …

[1] Norbert Schwarts, Lawrence J. Sanna, Ian Skurnik, & Carolyn Yoon. (2007). Metacognitive experiences and the intricacies of setting people straight: Implications for debiasing and public information campaigns Advances in experimental social psychology DOI: 10.1016/S0065-2601(06)39003-X
[2] Skurnik, I., Yoon, C., Park, D., & Schwarz, N. (2005). How Warnings about False Claims Become Recommendations Journal of Consumer Research, 31 (4), 713-724 DOI: 10.1086/426605
[3] Reber, R., & Schwarz, N. (1999). Effects of Perceptual Fluency on Judgments of Truth Consciousness and Cognition, 8 (3), 338-342 DOI: 10.1006/ccog.1999.0386
[4] Taber, C., & Lodge, M. (2006). Motivated Skepticism in the Evaluation of Political Beliefs American Journal of Political Science, 50 (3), 755-769 DOI: 10.1111/j.1540-5907.2006.00214.x
[5] Prasad, M., Perrin, A., Bezila, K., Hoffman, S., Kindleberger, K., Manturuk, K., & Powers, A. (2009). “There Must Be a Reason”: Osama, Saddam, and Inferred Justification Sociological Inquiry, 79 (2), 142-162 DOI: 10.1111/j.1475-682X.2009.00280.x
[6] Hardisty, D., Johnson, E., & Weber, E. (2009). A Dirty Word or a Dirty World?: Attribute Framing, Political Affiliation, and Query Theory Psychological Science, 21 (1), 86-92 DOI: 10.1177/0956797609355572

%d blogerów lubi to: