jump to navigation

Ludzie listy piszą 10/13/2010

Posted by Mikołaj Morzy in Uncategorized.
11 Komentarzy

Dostałem dziś mejl zawierający „Apel 100 naukowców do polskich parlamentarzystów w sprawie procedury „in vitro” i naprotechnologii” (miłośników algorytmu PageRank uspokajam: dodałem atrybut rel="nofollow"). Poprzedni taki mejl zignorowałem, teraz jednak coś we mnie pękło i nie wytrzymałem. List nawołuje do poparcia wprowadzenia całkowitego zakazu procedury in vitro na rzecz naprotechnologii, procedury zapłodnienia promowanej przez Instytut Pawła VI w celu zachowania zgodności z wytycznymi sformułowanymi w encyklice Humanae Vitae autorstwa tegoż papieża. Wyszukanie w Google „apel 100 polskich naukowców w sprawie in vitro” zwraca takie serwisy jak: milujciesie.org.pl, niepoprawni.pl, fronda.pl, czy radiomaryja.pl. Mojej odpowiedzi oczywiście tu nie przytoczę, dość powiedzieć, że nie siliłem się na uprzejmość. Uznałem, że wyrażenie mojego zdecydowanego sprzeciwu jest imperatywem, ale zacząłem się zastanawiać przy okazji, gdzie leży granica. Z jednej strony mam zespół swoich przekonań etycznych, politycznych, światopoglądowych, z drugiej strony jestem zobowiązany do ich pilnego ukrywania przed studentami. Nie wyobrażam sobie, że jakiś student miałby się czuć źle na moich zajęciach, bo nie zgadzałby się z tym czy innym moim poglądem, a jednocześnie nie artykułowałby swojej opinii w obawie przed możliwymi konsekwencjami. W tym jednak przypadku mam wrażenie, że przedmiotem ataku jest cały zespół norm etycznych, w które wierzę i że sprzeciwienie się tej krucjacie jest moim moralnym obowiązkiem.
Mam wyrobioną opinię na temat mojej roli jako nauczyciela. W dzisiejszym świecie odgrywanie roli mistrza głoszącego jedyne prawdy z wysokości katedry jest po prostu śmieszne, gdy każdy student wyposażony w telefon może zweryfikować dowolną tezę w przeciągu 15 sekund. Zadaniem nauczyciela jest zainteresować, zachęcić, skierować do właściwych zasobów (książek, artykułów, tutoriali) i maksymalnie ułatwić start do samodzielnego uczenia się. Jestem jednak zupełnie zagubiony, jeśli chodzi o moją rolę jako wychowawcy. Czy w ogóle taka rola istnieje? Czy można mówić o wychowywaniu dorosłych ludzi, czy też każda taka próba będzie zwyczajną indoktrynacją i próbą narzucenia mojego systemu wartości?

Reklamy
%d blogerów lubi to: