jump to navigation

Nauki doktora Semmelweisa 08/28/2009

Posted by Mikołaj Morzy in nauka.
trackback

semmelweisIgnacy Filip Semmelweis był węgierskim lekarzem-położnikiem, pracującym w jednym z głównych szpitali Wiednia w latach 30-tych i 40-tych XIX wieku. Głównym problemem położnictwa w owym czasie była powszechnie występująca gorączka połogowa, która zabijała do 20% wszystkich kobiet. Semmelweis zauważył, że jeden z oddziałów charakteryzował się wyjątkowo niską śmiertelnością, na poziomie 2%. Starał się zidentyfikować czynniki, które odróżniały ten oddział od pozostałych oddziałów w szpitalu. Dwa zdarzenia zwróciły jego szczególną uwagę. Po pierwsze, podczas jego 4-miesięcznej nieobecności zapadalność na gorączkę połogową bardzo znacznie spadła na jego oddziale. Po drugie, jeden z jego przyjaciół ukłuł się nożem podczas przeprowadzania autopsji kobiety, która zmarła na gorączkę połogową, i wkrótce potem sam zmarł. Autopsja ciała przyjaciela wykazała symptomy bardzo podobne do symptomów gorączki połogowej. Semmelweis doszedł do wniosku, że to lekarze są winni zakażeniom, ponieważ wielu z nich rano dokonywało autopsji kobiet zmarłych poprzedniego dnia, a następnie udawali się na sale operacyjne przyjmować porody. Semmelweis uznał, że lekarze muszą w jakiś sposób przenosić chorobę z martwych ciał na żywe pacjentki (większość z nas dostrzeże tu działanie bakterii i drobnoustrojów). Nakazał więc, aby lekarze dokładnie czyścili dłonie chlorem i wapnem przed wejściem na salę operacyjną. W ciągu jednego roku śmiertelność na jego oddziałach spadła z 18% do 1%. Niestety, teoria Semmelweisa (pamiętajmy, że było to zanim Ludwik Pasteur sformułował teorię o drobnoustrojach stanowiących przyczynę wielu chorób zakaźnych) wzbudziła ogromny opór w środowisku lekarskim, a sam Semmelweis stał się przedmiotem kpin i został całkowicie wyśmiany. Naukowe periodyki całkowicie odrzuciły teorię o zbawiennych skutkach dezynfekcji rąk (czyli podstawy antyseptyki), Semmelweis został wyrzucony z pracy i zmuszony do przeprowadzki na Węgry. Reszta historii jest jeszcze smutniejsza: w 1865 roku doznał załamania nerwowego i ostatnie lata spędził w szpitalu dla umysłowo chorych, gdzie zmarł nie doczekawszy się rehabilitacji  i docenienia swoich zasług. Dopiero w 1879 roku Pasteur udowodnił występowanie bakterii w krwii kobiet cierpiących na gorączkę połogową.

Jakie z tej historii płyną wnioski? Niestety, nauka nie zawsze pokazuje swoje jasne oblicze. Wierzymy, że nauka ma wbudowane mechanizmy auto-naprawy, nie uznaje żadnych świętości ani dogmatów, a poddawanie w wątpliwość i kwestionowanie zastałych praw i paradygmatów jest cnotą (o ile odbywa się za pomocą metody naukowej, rzecz jasna). Historia doktora Semmelweisa pokazuje, że w niektórych przypadkach środowisko naukowe woli trzymać się ustalonego konsensusu i nie przyjmuje teorii tylko dlatego, że teoria wydaje się zbyt dziwaczna lub śmieszna, mimo, że empiryczne dane wyraźnie wspierają nową teorię. Takie zachowanie, polegające na automatycznym odrzuceniu nowej wiedzy ze względu na to, że zaprzecza ona ustalonym normom, przekonaniom, paradygmatom czy wierze, nosi nazwę odruchu Semmelweisa.

na podstawie artykułu i prezentacji Ronny’ego Kohavi.

Komentarze»

1. Daniel Żukowski - 09/04/2009

Czasami jednak warto uznać pewne dogmaty. Dogmatami właściwie można by nazwać wszelkie poglądy na sprawy etyki. Ot, chociażby taką zasadę, że należy dobrze traktować innych ludzi. Bo czy można naukowo udowodnić, że tego typu zasady są słuszne lub nie? Logika jest niewątpliwie pożytecznym narzędziem i trzeba ją stosować wszędzie tam, gdzie to możliwe, ale logiczne wnioskowanie ma swoje ograniczenia. Pewne rzeczy chyba zawsze pozostaną kwestią przekonań, wierzeń, dogmatów czy jak to nazwiemy.

Mikołaj Morzy - 09/04/2009

Nie mogę się zgodzić. Nie widzę żadnych powodów, dla których jakikolwiek aspekt intelektualnej działalności ludzkiej miał być zwolniony z ryzów logiki i metody naukowej. Jeśli ktoś mówi „X jest prawdziwe, bo ja w to wierzę (to jest mój dogmat)”, to takie sformułowanie stanowi „conversation stopper” – nie można w żaden sposób sensownie rozmawiać i dyskutować. Logika daje nam wspólny mianownik, zestaw rygorystycznych reguł które umożliwiają konwersację. W przypadku etyki sprawa jest dla mnie jasna: istnieje bardzo wiele systemów etycznych i możemy je ze sobą porównywać i oceniać, możemy dociekać ich naturalistycznych podstaw (bardzo gorąco polecam „Moralne zwierzę” Roberta Wrighta, szczególnie dla tych, którzy twierdzą, że bez nadprzyrodzonej interwencji i bez istnienia „duszy” nie może istnieć sumienie), możemy wreszcie budować nowe systemy etyczne i porównywać ich praktyczne działanie. Logika ma szczególne znaczenie w przypadku etyki, ponieważ pozwala konstruować reguły postępowania na bazie założeń (aksjomatów, np. „za wszelką cenę unikaj zadawania niepotrzebnego cierpienia”) oraz reguł wnioskowania. A skąd się biorą aksjomaty? Wydaje się, że są funkcją czasu i miejsca. Nasza etyka była całkowicie inna 1000, 500, 200 czy 100 lat temu, a za 50 lat nasi potomkowie będą na nas patrzyć z niesmakiem i pytać: „Jak oni mogli uznawać A czy B za etyczne i moralne???” 1000 lat temu seks z 12-letnią dziewczynką nie był pedofilią, tylko uświęconym aktem małżeńskim. 500 lat temu dokonanie mieczami i toporami rzezi mieszkańców Ameryki było moralnym i religijnym obowiązkiem. 100 lat temu rasizm w stosunku do „czarnoskórych podludzi” był w najlepszym tonie w angielskich salonach, a przeciwnicy niewolnictwa byli piętnowani jako niespełna rozumu. 60 lat temu dziesiątki tysięcy ludzi wzięło czynny udział w anihilacji europejskich Żydów z powodu bredni chorego umysłowo człowieka, uważając to za swój patriotyczny i narodowy obowiązek. A przecież w każdym z tych przypadków nauka jednoznacznie obala dogmat. Wiemy, jaki jest sensowny próg wiekowy prokreacji, wiemy, że żadna religia nie jest „bardziej prawdziwa” niż każda inna, wiemy, że rasizm jest bez sensu bo zmienność genetyczna w ramach rasy jest dużo większa niż między rasami (na marginesie, najprawdopodobniej nie ma ras w ramach gatunku homo sapiens), itd, itd.
Powiedziałbym raczej w ten sposób: tam, gdzie pewne rzeczy pozostają nadal kwestią przekonań, wierzeń i dogmatów, rodzi się dużo niesprawiedliwości i ignorancji.
Nie zapominajmy też, że logika i nauka są uniwersalne. 2+2=4 na całym globie. Dogmaty i przekonania są indywidualne i nie przez wszystkich muszą być w równym stopniu dzielone.

Daniel Żukowski - 09/05/2009

No cóż, jak sam przyznajesz, logika wymaga przyjęcia pewnych aksjomatów. Na tym właśnie polega jej ograniczenie. Aksjomaty to twierdzenia, których się nie udowadnia w drodze rozumowania, lecz po prostu zakłada ich słuszność. Są zatem odpowiednikiem przekonań, wierzeń czy dogmatów (właściwie „dogmat” jest tu niezbyt trafnym określeniem, bo sugeruje pogląd narzucany jednym ludziom przez innych – tak rozumiany dogmatyzm uważam za niedopuszczalny). Logiczne rozumowanie możemy zacząć dopiero wtedy, gdy ustalimy aksjomaty.

Twierdzenia i prawdy naukowe są uniwersalne, ale problem w tym, że gdy rozważamy chociażby wspomniane problemy etyczne, kończy się obszar uniwersalnych prawd, a wkraczamy na teren, gdzie każdy człowiek ma swoją prawdę (czy raczej osobiste poglądy) i nie da się na zasadzie logiki wykazać, kto ma rację. Żadnych poglądów czy wierzeń nie można uznać za „bardziej prawdziwe” od innych – z tym się w pełni zgadzam.

Szczerze wątpię, czy nauka kiedykolwiek wyjaśni takie problemy jak istnienie sił nadprzyrodzonych albo słuszność całkowicie bezinteresownego altruizmu (naprawdę bezinteresownego – nie nastawionego na odwzajemnienie przysługi czy przekazanie swoich genów przez określonego osobnika). Ale zachowuję otwarty umysł – jeśli kiedykolwiek takie dowody się pojawią i rzeczywiście będą spełniać rygory metody naukowej, to oczywiście je uznam.

Bardzo proszę o nie sugerowanie, jakoby rzeź Indian czy jakiekolwiek inne niegodziwości były religijną powinnością. Takie czyny nie miały nic wspólnego z zasadami religii. Po lekturze Pisma Świętego łatwo się o tym przekonać.

Nie zgodzę się z tezą, że przekonania, wierzenia czy dogmaty są głównie źródłem niesprawiedliwości i ignorancji. Wszystko zależy od tego, w co się wierzy. Jeśli ktoś wyznaje zasadę „szanuj drugiego człowieka jak siebie samego”, to nie ma w tym nic złego, a wprost przeciwnie. Niesprawiedliwość rodzi się raczej wtedy, gdy kierujemy się uprzedzeniami w rodzaju „wszyscy ludzie z określonej grupy (np. wierzący/niewierzący) są tacy czy inni”. Jeszcze gorzej, gdy zaczynamy szydzić z ludzi o innych poglądach albo posądzać ich niewiadomo o co. Niestety takie zachowania zdarzają się w różnych środowiskach, również wśród osób, które deklarują się jako zwolennicy naukowego spojrzenia na świat.

Uważam naukę za bardzo pożyteczną i sądzę, że na gruncie naukowym należy badać wszystkie problemy, które można. Trzeba jednak mieć świadomość, że niektórych kwestii nauka być może nigdy nie wyjaśni. Ale to już mój osobisty pogląd.

Przy okazji pozdrawiam i dziękuję za interesujący blog, którego jestem stałym czytelnikiem.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: